Nowinki ze świata kultury, aktualności, wydarzenia, fotoreportaże.

Homo – Electronicus – Non Nomadus est.

Świat jest ruchem. Zmiana wpisana jest w samo centrum każdego procesu. Jesteśmy organizmami, których komórki generują nieustanne zmiany. Zjawiska przyrodnicze i nasz glob, kiedykolwiek by nie powstał – uczestniczy, a może sam jest generatorem ciągłych zmian. Wymowne change – które stanowi już symbol sam w sobie – jest przecież konieczne dla funkcjonowania natury i porządku Wszechświata.

Ziemię niegdyś zamieszkiwały ludy wyłącznie koczownicze. Wyruszali z punktu A do punktu B, by na dłużej osadzić się w punkcie C. To punktowe przemieszczenie odsłoniło przed nami ostateczny (być może to naiwne) kształt naszego globu. Nomadyczny człowiek poruszał się po stabilnej płaszczyźnie stopami. Robił to z pewnością z wysiłkiem, potrzebował ku temu czasu, jednak wiedziony nieustanną nadzieją lepszego jutra; smaczniejszej ryby w innymi, odleglejszym jeziorze; piękniejszej sarny, w innym, odleglejszym lesie; były silnym motywem wędrówki, wiecznego tułania.

Nomad współczesny.

Ruch, podróż, przemierzenie przestrzeni stanowi nierzadko leitmotiv niejednego dzieła literackiego, kinowej projekcji czy sztuki. Podróżowanie było niegdyś koniecznym elementem edukacji. Nauka poprzez doświadczanie Innego. Jakże dziś zapomniana.

Świat dawnego Nomady był cichy, niezakłócany mechanicznymi silnikami, środkiem jego transportu były własne – ludzkie stopy.

Po naszym niebie latają boeingi, nasze ziemie przecinane są stalowymi torami, nasze morza połączone są szlakami wyznaczającymi kierunek tankowcom. Trawę przykrywają dziś trzypasmowe autostrady, autobusowe przystanki oddzielone są zaledwie kilometrowymi przerwami. Ale my – homo sapiens – electronicus odbywamy swą nomadyczną podróż oczami po ekranie Led – telewizora. Bez zapachu i smaku upajamy się zwiedzaniem obszarów, od których dzieli nas obiektyw kamery i tysiące kilometrów dróg. I to nam wystarcza. Zmęczeni, odurzeni ośmio-godzinnym systemem pracy, przesiąknięci codziennym tramwajowym wnętrzem, dzień po dniu eksplorujemy włącznik podwieszanego piekarnika, przycisk zmywarki do naczyń i ścieramy subtelność opuszków naszych palców na dotykowych ekranach telefonów. I to nam wystarcza.

Literatura podróżna.

Tym bardziej paradoksalnie, literatura podróżna święci dziś chyba największe sukcesy, jakich nie doświadczała nigdy bardziej. Ci nieliczni śmiałkowie, którzy zapuszczają się z plecakiem pełnym „niczego” dla ograniczenia wagi, są ostatnimi przedstawicielami gatunku nomada. Czy jest ich jeden na sto? A może jeden na tysiąc? Jeden na 10 milionów? Jaki jest algebraiczny stosunek tego szanownego przedstawicielstwa na populację globu?

Jeden homo – nomadus kontra 10 milionów homo – kanapus. Jeszcze nie wyginiemy.

Pozostaw odpowiedź