ARCHIWUM. JAK PRZESTRZEŃ MIASTA KREUJE KULTURĘ?

W 1948 r. rozpoczęto budowę jednej z najbardziej kontrowersyjnych dróg ameryki - Cross Bronx Expressway. Przez 15 lat ta sześciopasmowa autostrada powstawała niszcząc społeczność lokalną Południowego Bronxu i paradoksalnie tworząc przy okazji nowe formy wyrazu artystycznego - sztukę ulicy.

Południowy Bronx do lat 60. XX wieku był nazywany “Żydowską dzielnicą”. Społeczność silnie zintegrowana o poczuciu przynależności do miejsca, przekształcała się w zbiór przyjezdnych - głównie z Portoryko - szukających najtańszego lokum. Budowa nad dachami domów najdroższej autostrady w historii budownictwa (jeden ze szczególnie trudnych odcinków kosztował blisko 25 mln. dolarów za kilometr), prowadziła do spadku ich wartości. Mieszkający od lat ludzie wyprowadzali się, a domy wynajmowali, bo ze sprzedażą było coraz trudniej. East Tremont, sąsiadujący z Południowym Bronxem, stał się jedną z najbiedniejszych społeczności w Stanach Zjednoczonych. Trzydziestotysięczna grupa mieszkańców - głównie Portorykańczyków - do dziś w 50 proc. żyje poniżej progu ubóstwa.

Projekt Cross Bronx Expressway przygotował Robert Mose. Był on dla Nowego Jorku tym kim Baron Haussmann dla Paryża - twórcą nowoczesnej koncepcji urbanistycznej. Przez dziesiątki lat jego pomysły były przyjmowane bez dyskusyjnie. Jedna z teorii mówi, że autostrada przez Bronx powstała m.in. po to, aby odciąć mieszkańców dzielnicy od dostępu do plaż Long Island. Wiadukty bowiem zostały zaplanowane tak nisko nad drogami lokalnymi, że nie mogły przejechać przez nie autobusy, a mieszkających na Bronxie nie było stać na własne samochody.

Nowa społeczność Bronxu rozwijała się na uboczu, marginesie Nowego Jorku. Mieszkańcy lepszych dzielnic mogli doświadczać tylko jej obecności, widząc co raz więcej dziwnych malowideł w metrze lub słysząc rytmiczną muzykę, w takt której młodzi tancerze wykonywali niewiarygodne akrobacje na ulicach. Do lat 80., kiedy rozpoczął się projekt rewitalizacji dzielnicy, stan ten nie ulegał zmianie. Należy jednak pamiętać, że właśnie w tej dzielnicy wychowali się m.in. Al Pacino, Jennifer Lopez i Philip Zimbardo.

Siła Południowego Bronxu i jego alternatywnej kultury zaczęła docierać do części odbiorców już pod koniec lat 70. W 1971 r. powstało Bronx Museum of the Arts, prezentujące współczesną amerykańską sztukę, ale dużo ważniejsze znaczenie miało powstanie w 1978 r. “Fashion Moda”. Jego założycielami byli Czech od dziesięciu lat mieszkający w Nowym Jorku - Stefan Eins i dwóch nastolatków z dzielnicy - Joe Lewis i William Scott. Określali oni ośrodek, jako “cultural concept”. Ich ideą było, aby nie dzielnić twórczości na sztukę i badania naukowe, ale szukać nowych granic artystycznego wyrazu. Powołali w tym celu Muzeum Nauki, Sztuki, Wynalazczości, Technologii i Fantazji (Museum of Science, Art, Invention, Technology and Fantasy), które istniało do 1993 r. Właśnie w “Fashion Moda" odbywały się pierwsze prezentacje graffiti art, kultury Hip-Hop i break-dance czy rap. Przestrzeń ośrodka, jak i samej dzielnicy, automatycznie zachęcała twórców do wychodzenia poza przyjęte konwencje sztuki głównego nurtu.

W czerwcu 1980 r. “Fashion Moda” zorganizowała w centrum Manhattanu prezentacje “The Times Square Show”. Była to m.in. pierwsza poważna wystawa prac słynnego później Jean-Michel Basquiata, współpracującego z Andy Warholem. Właśnie tutaj swoją karierę zaczynała Jenny Holzer. Do dziś jej projekt "Projections", realizowany od 1996 r., był prezentowany we wszystkich ważniejszych miastach świata. Wyświetlane w przestrzeni miasta gigantyczne cytaty z Hitlera, Mao, Stalina nadają nowe znaczenia ich słowom.

W “Fashion Moda” zaczynał także polski artysta - Jacek Tylicki. Sopocianin, który do Stanów Zjednoczonych wyjechał w 1982 r. Już trzy lata później jedna z jego instalacji zatytułowana “Kurczakowa Sztuka” (Chicken Art), wywołała spory rozgłos w kulturalnym środowisku Nowego Jorku. Manhattańska “Now Gallery” została zmieniona w prawdziwy kurnik, ale nie tylko z kurami, lecz także obrazami i fotografiami kur. Artysta zaś we wszystkich rozmowach o projekcie podkreślał hasło "Dla kury najpiękniejsza jest kura".

Działalność “Fashion Moda” była finansowana ze źródeł rządowych przez Narodowy Fundusz Sztuki (National Endowment for the Arts). Jest to istniejąca od 1965 r. instytucja, mająca na celu “wspieranie dążenia do doskonałości w sztuce, zarówno nowej, jak i mającej ugruntowaną pozycję; upowszechnianie sztuki wśród wszystkich Amerykanów; oraz wspieranie przywództwa w edukacji artystycznej”. Budżet roczny organizacji waha się między 120 - 180 mln. dolarów w zależności od hojności Kongresu.

Znaczenie polityki rządowej dla kreowania kultury - nawet miejskiej - jest bezcenne. Kreatywne podejście do jej wspierania może jednak zaowocować niezwykłymi ustawami. 14 kwietnia 2009 r. rząd Jej Królewskiej Mości przyjął program “Opiekując się naszymi centrami miast” (Looking after our town centres). Jednym z jego elementów jest inicjatywa “Projekt Międzyczas” (Meanwhile Project). Jej zamierzeniem jest wsparcie dla właścicieli niewykorzystywanych sklepów w centrach miast, a jednocześnie zachęcenie do kreowanie przestrzeni publicznej przez jej normalnych użytkowników. W praktyce polega to na tym, że właściciel niewynajętego sklepu przy głównej ulicy miasta może otrzymać dofinansowanie od rządu, jeśli bezpłatnie udostępni go na określony czas grupie mieszkańców, która zgłosi ciekawy pomysł. Centra miast wymierają, bo “życie” przenosi się do centrów handlowych, a “Meanwhile Project” ma temu zapobiec.

W Hastings z programu skorzystała grupa Nomad, czyli kilku aktywnych nastolatków. Stworzyli oni “Nomad Creative Center”, czyli - jak to sami określali - przestrzeń kreatywną lokalnej wspólnoty. Wśród zainicjowanych akcji był m.in. “Wielki Rysunek” (The Big Draw). Mieszkańcy Hastings wspólnie malowali obraz, który zaczął się w pomieszczeniach centrum, a później rozlał na główną ulicę miasta. W tworzeniu udział wzięło ponad 400 mieszkańców. Koszt wsparcia “Nomad Creative Center” to około 18 tys. złotych.

Sztuka ulicy najlepiej sprawdza się na ulicy - to banał, ale wydaje się sprawdzać w różnych kontekstach kulturowych. W Polsce również powstają inicjatywy, które korzystają z jej dorobku dla budowania więzi wspólnot lokalnych. Łódzkie stowarzyszenie Urban Forms, przy wsparciu finansowym, Akademii Orange, zorganizowało projekt nauki street-artu dla dzieci z jednego z biedniejszych osiedli miasta - Stare Polesie. Z kolei wrocławskie Stowarzyszenie Aktywnych Społecznie „Trampolina” przy udziale wolontariuszy, których pobyt sfinansował europejski program “Młodzież”, postanowiło zainicjować przemianę podwórek w dzielnicy Nadodrze. Wspólnie z mieszkańcami kamienic przygotowywane są na warsztatach plany przemiany zaniedbanych miejsc w kolorowe i przyjazne dla młodzieży place zabaw i odpoczynku.

Działania realizowane na Południowym Bronxie, w Hastings, Starym Polesiu lub Nadodrzu wydają się być ucieleśnieniem idei, o których na początku lat 70. pisali Josepf Beuys i Heinrich Boell. W manifeście Wolnego Międzynarodowego Uniwersytetu stwierdzali, że “kreatywność nie jest zarezerwowana jedynie dla ludzi praktykujących którąś z tradycyjnych form sztuki [...] Każdy z nas posiada zdolności twórcze...”. Przewodnie hasło Beuysa i ruchu Fluxus “każdy jest artystą” już wtedy było doskonale ucieleśniane w rzeźbach społecznych tego artysty. Ustawienie w Kassel w Niemczech 7 tys. bazaltowych kamieni i posadzenie drzewa przy pierwszym z nich ze strzałką skierowaną na sadzonkę, było dla mieszkańców czytelnym sygnałem co należy robić.

Paradoksalnie jednak czasem nawet tak nieprzyjazne lokalnym społecznościom projekty, jak Cross Bronx Expressway potrafią kreować nową przestrzeń miasta i dawać mieszkańcom nowe narzędzia artystycznego wyrazu. Narzędzia znacznie silniejsze niż “Prawo okna”, o które apelował w swoim “Spleśniałym Manifeście” architekt Friedensreich Hundertwasser. Według niego każdy w mieście powinien mieć prawo ingerować w wygląd fasady swojego bloku lub kamienicy przynajmniej na długość ręki od każdego okna i dowolnie ją w tym obszarze kształtować.

Paweł Wyszomirski